4 miesiące z Akademią Zmysłów L'occitane i niespodzianka dla Was!
Moje zaległości z Akademią Zmysłów L'occitane są aż 4 miesięczne, dlatego postanowiłam Wam pokazać te 4 miesiące w pigułce :) Pudełka Akademii Zmysłów L'occitane cieszą mnie niczym dziecko. Z radością je odbieram i z ogromną dozą ciekawości rozpakowuję. Pięknie zapakowane pachną już od progu. A w swojej zawartości kryją same dobroci.
Czerwcowe L’Occitane au Brésil
W pudełeczku na początek lata znalazło się Ochronne mleczko do ciała o zapachu Jenipapo z filtrem SFP 20 oraz krem do rąk Dzienny Kwiat Vitória-Régia. Kieszonkowe kremy L'occitane nieustannie zachwycają. Lekka, aczkolwiek bogata konsystencja, niewielka tubka i bajeczne zapachy, w każdej serii znajdziemy inną woń, która nie zdąży nam się znudzić. Mleczko zaś z genialnym atomizerem towarzyszyło mi w mojej podróży do Turcji. Sprawdziło się doskonale! Łatwe w użyciu, delikatnie pachnące, otulające ciało powłoką bezpieczeństwa. To pudełeczko wyjątkowo przypadło mi do gustu!
Kocham lawendę L'occitane! Mogliście to zobaczyć już tutaj, kiedy to w zeszłym roku L'occitane pierwszy raz uraczył mnie lawendowym pudełkiem. Kolejna saszetka perfumowana od razu wskoczyła na półkę z ubraniami, dzięki czemu przepiękna woń unosi się na mych tkaninach. Mgiełka do pościeli też błyskawicznie poszła w ruch, od razu przyjemniej się śpi. Największym jednak hitem jest rewitalizujący żel czyli połączenie pomarańczy, grejpfruta, mięty, cytryny oraz rozmarynu. Z miejsca stał się ulubieńcem mojego alergicznego męża, a potem i taty, który chwali sobie migdałowy olejek, a teraz i ten żel. Nie drażni on suchej skóry jak inne ogólnie dostępne produkty, nie uczula, jego woń zostaje długo na skórze, jest wydajny i świetny składowo. Brawo L'occitane!
Masło shea, czyli "złoto kobiet" na mojej przesuszonej skórze sprawdza się idealnie. Z radością więc przyjęłam pudełeczko jesienne, które jest w nie bogate.
Puszysty krem do ciała, Krem do rąk oraz Limonkowy balsam do ust w swej dobroci zawierają od 5% do 25% masła shea. Odżywiają, koją i uspokajają moją skórę i usta. Pachną delikatnie, przyjemnie, są bogate w swym składzie, a przyjemność ich używania jest oczywista. Zdecydowanie najbardziej lubię kremy do ciała L'occitane!
W boxie na koniec listopada znalazła się linia Arlesienne. Trzy kwiatowe nuty, każda jak cechy jej charakteru: ognisty temperament szafranu, gracja róży i tajemniczość fiołka, razem tworzą niezwykłą kompozycję. Pudełeczko kryło krem do rąk, mleczko do ciała, mydełko oraz mini wodę toaletową. Zdecydowanie mieszanka tych trzech woni nie przypadła mi do gustu. Dla mnie zbyt kwiatowa, ciężka i nieprzyjemna. Założę się, że to specyficzne trio znajdzie i znalazło już rzesze swoich zwoleników. Wy też możecie do nich dołączyć, szczegóły poniżej!
A dla Was dwa kremy do rąk z linii Arlesienne
Pod tym postem napisz jakie nuty zapachowe widziałabyś/widziałbyś w swoim idealnym kremie do rąk?
Może z czymś/kimś Ci się one kojarzą?
Dwie najciekawsze odpowiedzi wygrywają!
Masz czas do 18 stycznia 2015 r. do północy!

