Missha Signature Wrinkle Filler 21
Pojemność: 44g
Cena: ok. 20-25$
Dostępność: ebay
Zaczęłam od kupienia próbek, było to jakoś w wakacje. Pomyślałam, że ten bebik jest ze średniej półki cenowej i nie będę ryzykować, że mi się nie spodoba.Jedna próbka starczyła mi na jakieś 2-3 użycia, a miałam ich trzy. Po pierwszej było ok, ale nie wpadłam w zachwyt. Jak się później okazało bebik ten jest dla mnie idealny na czas jesienno-zimowy, latem wydawał mi się ciut zbyt ciężki (zważywszy na to, że głównie używam lekko kryjących produktów, bardziej kremów tonujących:D). Jak wróciłam do niego jakoś w okresie października to zapragnęłam mieć całą butlę więc jak tylko nadarzyła się okazja, kliknęłam go (jak zazwyczaj od sing-sing-girl)
Wybrałam odcień 21, czyli jaśniejszy z dostępnej dwójki, trochę się obawiałam tych dwóch warstw i ich mieszania ale wszystko jest proste, wyciskam 2-3 groszki używając pompki i na dłoni mieszam dotykając pędzlem.
Co mi się w nim podoba? Mogłabym napisać, wszystko :D
Fikuśne opakowanie z plastiku ale solidnie i ślicznie wykonane, bardzo dobrze działająca pompka oraz widocznością ile produktu jeszcze zostało.
Kolor - piękny i jasny, naprawdę jasny (piszę szczególnie dla Królewien Śnieżek), jako jeden z nielicznych nie odznacza mi się na twarzy zimą, ani też nie czyni ze mnie bladego umarlaka...Jak dla mnie to typowy zimny beż, może z lekkimi różowymi akcentami? Oceńcie same.
Krycie - średnie jeśli porównywać znane mi bbcreamy, jeden z najbardziej kryjących (porównywalnie do SkinFood Aloe Sun i SkinFood Honey Black Tea) jakie miałam. Pięknie zakrywa zaczerwienienia, drobne niespodzianki, zasinienia, małe krostki (wiadomo, z większymi to z korektorem). Przy tym wszystkim nie ma efektu maski, oblepienia czy uczucia ciężkości, nie widać, że coś jest na skórze a jest ona zadbana i wyfotoszopowana:D. Szybko wchłania się w skórę, raczej nie smuży choć bywało się musiałam go solidniej wklepać. Nakładałam głównie Hakuro h51, czasem jajem.
Trwałość - bez zarzutu, dobre kilka godzin, ściera się równomiernie.
Poza tym bebik jest średnio gęsty, wydaje mi się że dość mocno wchłania się w pędzel choć próbowałam różnych sposobów, nakładałam go na sucho, na mokro.A może to ja go tak bardzo lubię, że go non stop używam i po prostu kiedyś musiał się skończyć? :D W sumie używam go jakieś 2,5msca i zostało jeszcze ok. 1/5 opakowania...Może nie jest tak źle.
Bardzo lubię efekt który czyni, tego się nie da opisać, to trzeba poczuć ;) Byłam w szoku kiedy kompletnie chora nałożyłam go na twarz i wyglądałam zdrowo, promiennie i świeżo (tja i w pracy nikt nie chciał uwierzyć, że tak zdycham...:P).
Naprawdę ładnie leży na skórze, wtapia się w nią i tworzy jakby nową, jej lepszą warstwę. Delikatnie rozświetla jak to bebiki, ale nie świeci się nadmiernie. Standardowo ją przypudrowuję jakimś sypańcem, współpracowała z każdym kremem i z każdym pudrem, bez zastrzeżeń.
Jedyna rzecz jaka mnie w niej nieco przeraża to długi, bardzo długi skład...No ale nie szkodzi mi, wręcz przeciwnie, jakby wręcz pielęgnuje i nawilża, skóra po zmyciu nie jest ani szara, ani zapchana, ni to zmęczona, nie wysusza...Więc mam nadzieje, że mi ten skład długofalowo krzywdy nie zrobi.
Cóż rzec, po drugim opakowaniu które już zaraz będzie do mnie lecieć będę pewna czy jest to moje zimowe KWC, ale coś czuję że tak i mam nadzieje, że to się nigdy nie zmieni, bo bardzo trudno jest znaleźć idealnego bebika :D
SWATCHE
Ja nie mam pojęcia czemu te swatche wyszły takie ciemne, w rzeczywistości bebik jest naprawdę jasny (co udowadnia fakt, że pasuje mi teraz - zimą) jeśli jesteście zainteresowani zakupem zajrzyjcie proszę do sroczki , która idealnie uchwyciła odcień tego bebika.
Natomiast na drugim zdjęciu pięknie widać jak dwie warstwy wyglądają przed połączeniem :D

